Polska ze swoją liczbą pni pszczelich i rekordową w 2011 r. produkcją miodu należy do najbardziej napszczelonych krajów i znaczących unijnych producentów pszczelich produktów. Mimo tak chwalebnych liczb do Polski wjeżdża znacznie więcej miodu, niż z niej wyjeżdża – wyeksportowaliśmy ponad 4 tys. t, a zaimportowaliśmy, głównie z Chin i Ukrainy, ponad 23 tys. t. Tyle produkujemy, co importujemy!
Wszyscy są zgodni, że pszczół i pasiek może i powinno być w Polsce znacznie więcej niż obecnie. Pszczelarzy jest ok. 50 tys. Jeden z bardziej znanych próbował poprzez pszczelarstwo zaktywizować bezrobotnych mieszkańców wsi. Oferował im tanie ule styropianowe z obsadzonymi w nich rodzinami. Inicjatywa cenna, a praca opłacalna, bo z pszczół można uzyskać pewien dochód, chociaż co prawda nie w każdym roku. Trudno mu jednak było znaleźć zadowalającą liczbę chętnych, bo pszczołami nie każdy chce i nie każdy może się zajmować (są osoby uczulone na jad pszczeli). Na dodatek do prowadzenia pasieki w obecnych warunkach niezbędna jest duża wiedza i praktyka nabyta pod okiem doświadczonego pszczelarza.
Celowo akcentuję „w obecnych warunkach”, ponieważ przed rokiem 1980, gdy pszczół miodnych nie atakował jeszcze roztocz Varroa destructor, pszczelarzem mógł być prawie każdy nieuczulony na jad. Okrutny pajęczak wielkości łebka od szpilki rozwijający się w czerwiu i żywiący się osoczem pszczelim zmienił ten stan. Spowodował, że obecnie bez prowadzenia skutecznej walki biologicznej latem (np. wycinanie czerwia trutowego) i chemicznej po zbiorach (specjalne paski, dym, płyny) niemożliwe jest osiągnięcie wymiernych rezultatów.
Drugim groźnym czynnikiem dla polskiego pszczelarstwa są środki chemiczne stosowane do walki ze szkodnikami i chorobami roślin.
Krytykujący rząd za mało aktywną politykę wobec pszczelarstwa posiadacze pasiek chętnie korzystają jednak z unijnego wsparcia prowadzonego za pośrednictwem Agencji Rynku Rolnego. A budżet na program „Wsparcie rynku produktów pszczelich” systematycznie rośnie. W latach 2004-2007 wynosił 11,7 mln zł, a na lata 2010-2013 zwiększył się do 15,1 mln zł. Pszczelarzom zrzeszonym w organizacji przysługuje 100% refundacji pieniędzy wydanych na zakup leków przeciw warrozie oraz kosztów analiz miodu i pyłku. Na częściowy zwrot wydatków (60-70%) można liczyć przy wymianie matek pszczelich, zakupie przyczep (lawet) do przewozu uli oraz zakupie sprzętu służącego do pozyskiwania miodu, pyłku i zagospodarowania wosku. Refundowane są koszty konferencji i kursów oraz zakup urządzeń badawczych (50-60%).
Wyasygnowane środki wsparcia pszczelarstwa nie są, niestety, w pełni wykorzystywane, a polscy rolnicy takie fundusze jak SAPARD lub PROW wykorzystują praktycznie do ostatniego grosza.
HENRYK PIEKUT
Cały artykuł w numerze 5/2012 Eurogospodarki.

