Zaskakująco dynamicznej i intensywnej, której efektami są dziś m.in. śledztwo Najwyższej Izby Kontroli (dotyczące autostrady A2) i setki kilometrów barier dźwiękowych chroniących przed hałasem nie tylko ludzkie osady, ale również lasy, pola i bezkresne ugory… Choć w ostatnim czasie słychać przede wszystkim głosy ostrej krytyki pod adresem ekranowania polskich dróg, wypada wspomnieć, że tego typu budowle pozytywnie zmieniły życie wielu, dotąd udręczonych hałasem, ludzi.
Jak to często w takich sytuacjach ma miejsce, sporej liczbie ekranoentuzjastów odpowiada równa, a być może nawet większa, grupa ich zajadłych przeciwników. Do tych drugich należą m.in. ekolodzy twierdzący, że na wysokich i często zbudowanych z przeźroczystych materiałów barierach życie tracą tysiące ptaków. Na „nie” są również urbaniści wskazujący, że szpecą i dzielą one przestrzeń miejską oraz niewielcy lokalni przedsiębiorcy odcięci od świata wysokim murem, który jednocześnie chroni od hałasu i zabiera klientów.
Niestety, poza stratami materialnymi i obniżeniem komfortu życia mogą one powodować znacznie większe zagrożenia. Tak jest w przypadku barier dźwiękowych bezmyślnie ustawianych przy wjazdach z dróg podporządkowanych, które skutecznie ograniczają widoczność i realnie zwiększają prawdopodobieństwo wystąpienia groźnych wypadków samochodowych.
O ile nad zasadnością budowania ekranów akustycznych w zatłoczonych miastach można długo i burzliwie dyskutować, niezmierne zdziwienie budzi fakt, że całe kilometry tego typu barier dźwiękowych można dziś spotkać tam, gdzie ewentualny hałas raczej nikomu nie szkodzi. Mowa tu o położonych z dala od cywilizacji terenach leśnych, łąkach i pastwiskach, gdzie w trakcie boomu drogowego wyrósł prawdziwy „Wielki Mur”. Taki stan rzeczy jest wynikiem stosowania norm dopuszczalnego hałasu, nie wiedzieć czemu również poza terenami zabudowanymi, co – jak szacują eksperci – w praktyce oznacza zmarnowanie wielu milionów złotych ze środków Skarbu Państwa. Ogólnie, jak podaje m.in. Rzeczpospolita, w ekranach akustycznych bezsensownie utopionych mogło zostać nawet miliard złotych z państwowej kasy.
Szczególne wątpliwości rodzą tu przypadki autostrad A1, A2 i drogi nawet 230 km absolutnie niepotrzebnych barier! W przypadku wspomnianej trasy A2 zrezygnowanie z już na pierwszy rzut oka wątpliwie potrzebnych ekranów przyniosłoby prawdopodobne oszczędności na poziomie 80 mln zł. Sprawę bada Najwyższa Izba Kontroli. Wkrótce dowiemy się, czy uda się jej przełamać mur wątpliwości i czy głośno usłyszymy to, co dziś skrywa bariera domysłów i niedomówień.
SŁAWOMIR WOJTAŚ
Cały artykuł w numerze 4/2013 Eurogospodarki.

