Jeszcze kilka lat temu standardowa oferta agroturystyczna ograniczała się do zapewnienia przyjezdnym dachu nad głową i domowej strawy, a ciekawscy i pozostawieni samopas goście z miasta, zdezorientowani pałętali się po gospodarstwie jak góral z Podhala na pierwszej wizycie u ziomków w Chicago. Pomysłowi rolnicy szybko jednak zrozumieli, że ten model wypoczynku ma małe szanse powodzenia, a głodnym atrakcji mieszczuchom trzeba zapewnić rozrywkę, która sprawi, że znudzeni nie uciekną z powrotem na piaszczyste plaże Taby i Marsa Alam.
Na wsi wcale nie musi być nudno! Wystarczy oryginalny pomysł, wola współpracy pomiędzy sąsiadami i kreatywne spojrzenie na często niedostrzegane atrakcje, jakich dostarcza przyroda, aby skutecznie zwabić miejską klientelę. Okazuje się wszak, że to, co dla jednych wydaje się powszednie i mało ciekawe, jak np. praca przy żniwach czy wypas zwierząt, drudzy będą robić z uśmiechem na ustach, hojnie płacąc i serdecznie dziękując za możliwość spróbowania czegoś, co znali dotąd wyłącznie z opowieści lub z telewizji.
Nie każdy nadaje się do tego, żeby prowadzić gospodarstwo agroturystyczne! Potrzeba świetnych zdolności organizacyjnych, nieszablonowych pomysłów, całej masy ciepła i życzliwości, których oczekują turyści. Połączenie tych czynników z pasją i sercem do pracy daje niemal pewność, że turystyczny biznes wypali.
Mimo że Polacy od wieków słyną z gościnności, a każda wiejska gospodyni podświadomie wie, jak zadbać o przybyszy, praca ta wymaga stałego rozwijania się i niesłychanej siły samozaparcia. Dotyczy to zarówno oferty, która – aby w kolejnych sezonach zachować swoją atrakcyjność – musi być na bieżąco urozmaicana i budowania dobrej atmosfery wewnątrz gospodarstwa.
SŁAWOMIR WOJTAŚ
Cały artykuł w numerze 4/2012 Eurogospodarki.

