A może zakazać sprzedaży trunków, jak np. w popularnych ośrodkach narciarskich Norwegii? A może, jak w Niemczech, karać pijanych narciarzy – sprawców wypadków – i obciążać ich kosztami akcji ratowniczych i leczenia? W praktyce nie ma tam wybiórczej kontroli. W Alpach, Tatrach czy Sudetach nie ma dla narciarzy specjalnych zakazów antyalkoholowych. Ciekawe jest rozwiązanie Austriaków, gdzie narciarzy z Polski jest najwięcej wśród państw alpejskich. – Policji na stoku nie ma i nie będzie. Nie ma zakazu spożywania ani piwa, ani zwyczajowego sznapsa. Obowiązuje zdrowy rozsądek. Gdy narciarz upije się w restauracyjce na szczycie, to jej właściciel rozmawia z nim, zaleca mu powrót. Gdy podpity narciarz się zasiedzi w karczmie na szczycie, a nie chodzą już wyciągi, to pracownicy tego lokalu zjeżdżają z tym narciarzem lub sprowadzają go z góry na piechotę.
Podobnie jest w Szwajcarii. Gdy jakiś pijany osobnik zostanie zauważony przez obsługę na trasie lub poza nią, jest przez tę obsługę izolowany, tzn. zjeżdża się z nim w dół, ewentualnie odbiera skipass. We Włoszech karabinierzy proponują podpitemu narciarzowi zejście ze stoku, żądają oddania karnetu na wyciąg. Jeśli odmawia, „zapraszają” go do najbliższego miasteczka na spotkanie z sędzią. Tego lepiej unikać. – Organizują mu przejazd do najbliższego sędziego pokoju. Ten jest zwykle surowszy niż policjant.
Ale w Polsce ma być inaczej. Nad nowymi przepisami pracują posłowie. Piotr van der Coghen – przewodniczący podkomisji ds. ustawy o bezpieczeństwie i ratownictwie w górach i na stokach narciarskich – chce ograniczenia ilości alkoholu we krwi narciarzy oraz nałożenia na gestorów wyciągów obowiązku kontrolowania narciarzy.
Planuje się też zmianę ustawy o policji, utworzenie na stoku straży złożonej np. z policjantów lub straży miejskiej. Ile będzie można wypić? Koncepcji jest kilka, np. pół promila alkoholu we krwi.
Narciarze mają zdania podzielone. Jedni protestują, nie chcą wprowadzać ograniczeń alkoholu na stoku, inni – zwłaszcza matki – wręcz przeciwnie. Uważają, że jeździć mogą wyłącznie trzeźwi.
ADAM BOGORYJA-ZAKRZEWSKI Dziennikarz „Interwencji” TV Polsat
Cały artykuł w numerze 2/2011 Eurogospodarki.

