Wielu z nich skłania się ku następującej definicji: „Prosumentem jest podmiot – może to być także osoba fizyczna – który produkuje energię i zużywa ją głównie na własne potrzeby, a jej nadmiar sprzedaje do sieci. Przy czym ta sprzedaż nie może jednak stanowić głównego źródła dochodu”. Tak zorganizowana produkcja energii ma prowadzić do zmniejszenia zużycia energii sieciowej. Zgodnie z cytowaną definicją, prosumentem nie może być np. farma fotowoltaiczna, bowiem jest nastawiona na zysk ze sprzedaży wyprodukowanej energii. Prosumenci energii w Polsce formalnie jeszcze nie istnieją, bo nie ma w tej kwestii przepisów. A wytwórcy energii z baterii słonecznych lub małych siłowni wiatrowych w oddalonych od większych skupisk miejscach zazwyczaj nie odprowadzają do sieci jej nadmiaru. Po prostu ona się marnuje.
Przyszły polski prosument powinien mieć cały system racjonalnego wykorzystania wyprodukowanej energii. Ważne są w nim wspomniane akumulatory. Muszą one być racjonalnie zarówno ładowane, jak i rozładowywane. Tylko wówczas ich żywotność może być liczona w dziesiątkach lat. Takie akumulatory prądu stałego to nie wszystko. Wymagają one urządzeń zw. inwerterami (przetwornice), które ten stały prąd o napięciu 12 czy 36 V zmienią w prąd zmienny – 230 V.
Wiadomo, że OZE bez zewnętrznego wsparcia nie wytrzyma konkurencji z energetyką konwencjonalną. Takie wsparcie może być na różnym poziomie i w różny sposób realizowane. W Polsce jesteśmy przyzwyczajeni do bezpośredniej dopłaty, m.in. z NFOŚiGW czy z wojewódzkich funduszy tego typu, a ostatnio z funduszy unijnych. To wsparcie może przebiegać także pośrednio, np. w Wielkiej Brytanii kredyt na docieplanie budynków spłaca częściowo zakład energetyczny, biorąc pod uwagę zmniejszenie zużycia prądu, który tam jest podstawą ogrzewania. W Niemczech zadziałały regulacje cenowe. Do firm instalujących urządzenia fotowoltaiczne ustawiają się kolejki. W Polsce – w czasie, gdy ustawa o OZE cały czas jest w fazie przygotowań – fundusze ekologiczne powinny wydawać pieniądze na edukację ekologiczną społeczeństwa. Wielu z nas ma duszę ekologa. Obawiając się energii z atomu, mamy szansę wykazać się nią, instalując na swoim domu baterie słoneczne, by produkować prąd na własne potrzeby. Wówczas będziemy prosumentami. Z czasem może na tym zarobimy…
HENRYK PIEKUT
Cały artykuł w numerze 6/2013 Eurogospodarki.

