Właściciele nieruchomości są oburzeni sposobem traktowania ich przez władze stolicy i województwa. Ustawa z 2003 r. o szczególnych zasadach przygotowania i realizacji inwestycji w zakresie dróg publicznych oraz jej nowelizacja miały przyspieszyć budowę dróg, uniemożliwić blokowanie inwestycji drogowych przez właścicieli nieruchomości sprzeciwiających się budowie dróg przecinających ich domy czy pola. Ustawa miała być też sposobem na ciągnące się latami procesy o odszkodowanie za zabraną pod inwestycję nieruchomość. Inwestor na podstawie ustawy drogowej ma prawo wjechać z buldożerem, zburzyć dom, a jego właściciel może latami walczyć o odszkodowanie.
Twórcom ustawy chodziło o to, by budować szybko, by najważniejszy był nie interes prywatny, lecz cel społeczny, czyli w tym przypadku budowa dróg. Zamiar szczytny, ale nietrafiony. Ustawa traktuje wywłaszczanych właścicieli domów w sposób budzący sprzeciw. Przede wszystkim nikt przed rozpoczęciem inwestycji nie wie, jak wysokie odszkodowanie otrzyma, więc nie może zaplanować zakupu lub budowy nowego domu. To m.in. budzi sprzeciw rzecznika praw obywatelskich. Do tego dochodzi brak pełnych informacji o procesie wywłaszczania.
Prawnicy w Biurze Rzecznika Praw Obywatelskich nie ukrywają przeświadczenia, że ta ustawa nie powstała w trosce o ludzi, a tych wywłaszczanych traktuje przedmiotowo. Ważne są przecież inwestycje i ich jak najszybsze powstanie. Nikt temu nie przeczy, tylko dlaczego kosztem ludzi?! Czy którykolwiek poseł – twórca ustawy – tworząc jej zapisy, postawił się w sytuacji wywłaszczanych osób?
ADAM BOGORYJA-ZAKRZEWSKI
Cały artykuł w numerze 4/2011 Eurogospodarki.

