Zanim to nastąpi, wcześniej, wewnątrz cylindrów, będą skonstruowane elementy dachów – również ze stali kriogenicznej – które zostaną uniesione za pomocą sprężonego powietrza. Całość będzie funkcjonować na zasadzie popularnego termosu.
Zbiorniki są oddalone od portu o ok. 600 m i nie wynika to z wymogów bezpieczeństwa czy innych technicznych. Na bliższe posadowienie nie pozwoliła obecność obiektów historycznych i terenów ochronnych. Te 600 m estakady (jej budowa rozpocznie się niebawem) będzie też zabezpieczane specjalnym „płaszczem” chroniącym przed podwyższeniem temperatury, co mogłoby prowadzić do naturalnego rozprężenia gazu. Mimo zastosowanych wielu ochron i osłon, wraz z rozpoczęciem funkcjonowania terminalu LNG, obok zbiorników będzie płonęła pochodnia bezpieczeństwa – spalająca rozprężony gaz.
Odpowiedzialna za zakup i dostawy gazu skroplonego firma Polskie Górnictwo Naftowe i Gazownictwo S.A. nie przewiduje zakupu środków jego transportu. Ma je Qatargaz – dostawca LNG. Gazowce należą do najbardziej skomplikowanych obiektów morskich, jednak zarówno technologia ich budowy (w Korei Południowej i Japonii), jak i użyte materiały powodują, że należą one do najbezpieczniejszych statków. Te wpływające do świnoujskiego portu będą mogły zabrać jednorazowo na pokład 216 tys. m3 gazu płynnego, który po rozprężeniu (z jednego m3 będzie 600 razy więcej) zaspokoi 1% rocznych potrzeb naszego kraju na gaz ziemny.
Do realizacji inwestycji o nazwie Terminal LNG Świnoujście, która jest największą polską inwestycją obecnej 5-latki i jedną z największych unijnych, potrzebne są ogromne środki. Pierwotnie koszt terminala szacowano na 3,5 mld zł. Dzięki różnym zabiegom ograniczono koszty do 2,8 mld zł. Istotna ich część (nawet do 925 mln zł) będzie sfinansowana z funduszy unijnych – „Infrastruktura i Środowisko” oraz „Europejskiego Programu na rzecz Naprawy Gospodarczej”. Komisja Europejska doceniła rolę terminala dla bezpieczeństwa energetycznego Unii.
HENRYK PIEKUT
Cały artykuł w numerze 1/2012 Eurogospodarki.

