Na początku 1990 r. górniczy związkowcy z Wałbrzycha zwrócili się z pisemną prośbą do Rady Ministrów o pomoc w przekształcaniu lokalnego przemysłu i dostosowaniu go do nowych, kapitalistycznych warunków. W odpowiedzi powołano urząd pełnomocnika rządu ds. restrukturyzacji Zagłębia Wałbrzyskiego oraz komisję oceniającą rentowność Zagłębia. Zaledwie po kilku dniach pracy komisji podjęto decyzję, aby zamknąć wałbrzyskie kopalnie.
W ciągu 10 lat zburzono to, co budowano setki. Co więcej, likwidacji kopalń dokonano w sposób zupełnie niezgodny ze sztuką górniczą, sprawiając, że przywrócenie olbrzymich złóż (według kalkulacji po uruchomieniu „Kopernika” mogłyby być eksploatowane nawet 120 lat!) jest dziś bardzo utrudnione, a w opinii niektórych zupełnie niemożliwe.
Rozwiązaniem dla problemu bezrobocia miało być powstanie Specjalnej Wałbrzyskiej Strefy Ekonomicznej. Inwestorzy dostali znakomite warunki – bardzo wysokie 20-letnie ulgi podatkowe (których skutkiem jest to, że z działalności tych firm miasto nie czerpie żadnych korzyści) oraz dostęp do nieprzebranych źródeł taniej siły roboczej.
Dobry pomysł ma jednak swoje złe strony. Przedsiębiorstwa, które rozpoczęły inwestycje w strefie, nie były w stanie znaleźć odpowiedniej liczby miejsc pracy dla tylu osób. W efekcie praca stała się luksusem, a właściciele silnie nastawionych na zysk firm postanowili to wykorzystać.
Niechlubną wizytówką Wałbrzycha stały się też biedaszyby. Osoby, które nie mogły dostać normalnej pracy zarobkowej, zaczęły na własną rękę wydobywać i sprzedawać węgiel. Sprzedać go nie było łatwo, w wyniku czego pracujący w biedaszybach zostali skazani na łaskę oszustów i manipulatorów, a na dodatek narażali się na sankcje prawne za nielegalny proceder. Wiele osób za chęć ratowania życia swojego i swoich rodzin trafiło do zakładów karnych.
Do dziś w katastrofalnym stanie jest sytuacja mieszkaniowa w Wałbrzychu. Tysiące sypiących się mieszkań robotniczych, które nie są należycie administrowane, z każdym rokiem popada w coraz większą ruinę. Ludzie pozbawieni środków do życia nie są w stanie ich opłacać. Mieszkanie w tzw. pustostanach, czyli opuszczonych przez właścicieli mieszkaniach, dotyczy nie tylko marginesu społecznego i środowisk patologicznych, ale również zupełnie normalnych i starających się żyć godnie rodzin. Zamieszkiwanie opuszczonych mieszkań jest jednak przestępstwem.
Patrząc na obrazki z takich dzielnic jak Sobięcin albo Biały Kamień, ciężko się dziwić, że ludzi byli tu gotowi sprzedawać swoje głosy w wyborach samorządowych za 20 zł.
W powtórzonych wyborach wygrał kandydat popierany przez PO – Roman Szełemej, jeden z ostatnich autorytetów regionu.
Najważniejsze jest jednak to, czy nowa władza wreszcie podejmie próbę uporania się z piętrzącymi się problemami socjalnymi. Wałbrzyszanie frekwencją wyborów pokazali, że pomimo wielkich rozczarowań przede wszystkim oczekują zmian. I nie chcą dłużej być Trzecim Światem.
DANIEL WARDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 10/2011 Eurogospodarki.

