Jednak, biorąc pod uwagę uwarunkowania historyczne, a zwłaszcza komunistyczną przeszłość, nowe kraje Unii borykają się z zupełnie innymi problemami niż pozostałe. Najlepszym tego przykładem są Czechy, które zupełnie samowystarczalne energetycznie muszą stawić czoła unijnym wymaganiom w kwestii chociażby wykorzystania ekologicznych źródeł energii. Jednak przyszłość czeskiej energetyki jest o wiele bardziej skomplikowana, niż to się może wydawać. Jak z tą gałęzią gospodarki radzi sobie nasz południowy sąsiad?
Czechy, podobnie jak pozostali członkowie Unii Europejskiej, muszą z czasem spełnić obowiązek obniżenia emisji dwutlenku węgla powstającego w czasie produkcji energii. Do 2020 r. ma to być spadek o minimum jedną piątą. W tym samym czasie udział odnawialnych źródeł energii powinien osiągnąć przynajmniej 20% ogólnokrajowej produkcji. Problem jednak tkwi w tym, że w przypadku naszego południowego sąsiada odnawialne źródła energii mogą być jedynie dopełnieniem produkcji, ale nigdy nie będą w stanie zrównoważyć, a już tym bardziej zastąpić, produkcji wielkich elektrowni węglowych i atomowych.
W ciągu 30 lat Czechy mają stać się atomowym mocarstwem. Według zaproponowanej przez ministra przemysłu, Martina Kubę, nowej polityki energetycznej, udział elektrowni jądrowych w ogólnej produkcji energii miałby się zwiększyć z obecnych 30 na ponad 55% w 2040 r. W ten sposób Czechy znalazłyby się pośród europejskich liderów, wśród których prym wiedzie Francja (70%). Takie wartości ma pomóc osiągnąć rozbudowa elektrowni atomowej w Temelinie, która zostanie powiększona o kolejne dwa bloki energetyczne, a także modernizacja elektrowni jądrowej w Dukovanach i dobudowanie w niej piątego bloku. W planach jest też budowa trzeciej siłowni jądrowej w Czechach.
Dokładnie odwrotna sytuacja spotka elektrownie węglowe. Ich udział w produkcji energii ma spaść z obecnych 60 do niespełna 20%. Prąd z węgla ma zostać zastąpiony właśnie przez ten z elektrowni atomowych, a także pochodzący ze spalonych śmieci czy odnawialnych źródeł energii.
W nowej polityce energetycznej nie znalazło się jednak miejsce dla gazu ziemnego. Ten jest dostarczany głównie z Rosji, dlatego będzie nadal używany jako paliwo samochodowe oraz do zasilania instalacji gazowych w przemyśle i z przeznaczeniem dla odbiorców indywidualnych. Podobny los czeka węgiel brunatny, choć ministerstwo zastrzega, że nie zdecyduje się na natychmiastową rezygnację z jego wykorzystania. Limity narzucone przez Unię Europejską zostaną osiągnięte prawdopodobnie najwcześniej w 2020 r.
W przyszłości rząd chce też znacznie ograniczyć eksport prądu. Dziś jest to blisko 30% krajowej produkcji. W przyszłości opłaty za prąd eksportowany za granicę miałyby być obłożone specjalną akcyzą, co czynić go będzie niekonkurencyjnym. Założenie jest takie, że im mniej prądu pójdzie na eksport, tym mniej węgla będzie potrzeba do jego wytworzenia. Dzięki temu Czechom będzie łatwiej zrealizować unijne dyrektywy dotyczące limitów emisji CO2.
Co ciekawe, według nowej koncepcji, państwo przestanie wspierać rozwój produkcji prądu z odnawialnych źródeł energii – szczególnie jeżeli chodzi o wielkie przedsięwzięcia. Minister Kuba uważa, że wydatki na rozwój tego typu produkcji są nieporównywalnie wyższe niż korzyści z niej wypływające. Obecnie budżet państwa w formie różnych dotacji wydaje rocznie na ten cel ponad 40 mld koron. W przyszłości wsparcie ograniczy się jedynie do elektrowni słonecznych – i to jedynie w gospodarstwach domowych.
***
Kierunek jest jasny – więcej prądu za mniej pieniędzy i przy spełnieniu unijnych przepisów. Mimo iż Czesi zarabiają krocie na sprzedawanej energii, również muszą borykać się z trudnościami dotyczącymi sieci przesyłowej czy wydajności starych elektrowni. Jednak wpadli na pomysł, jak zrealizować unijne dyrektywy, jednocześnie nie popadając w skrajne uwielbienie dla odnawialnych źródeł energii. Wydaje się, że zaproponowana latem br. polityka energetyczna jest rozwinięciem dotychczasowych działań, jeżeli chodzi o ograniczenie korzystania z siły wiatru i słońca. Z drugiej jednak strony, nie można oprzeć się wrażeniu, że Czesi skrupulatnie postanowili wykorzystać przychylność europejskich decydentów dla energii atomu. Pozostają jednak pytania: „Czy ten manewr się powiedzie i czy Czechom rzeczywiście uda się uciec przed ekologicznym lobby, które coraz silniej oddziałuje na kształt europejskiej energetyki?”.
TOMASZ DAWID JĘDRUCHÓW korespondent z Czech
Cały artykuł w numerze 11/2012 Eurogospodarki.

