Na początku grudnia zeszłego roku Ukraińcy po raz pierwszy od pomarańczowej rewolucji wygrali walkę z władzami za pomocą ulicznych protestów. W 2004 r. chodziło o wolność wyboru i demokrację, tym razem – o przetrwanie. Sześć lat temu Ukraińcy wywalczyli wybór prezydenta demokratycznego, teraz – zmiany do kodeksu podatkowego, które obroniły mały i średni biznes.
Nie ma wątpliwości, że na Ukrainie dojdzie do kolejnych rewolucji. W kraju wciąż jest bardzo ciężka sytuacja gospodarcza, w budżecie brakuje pieniędzy, a dług zewnętrzny wynosi prawie 40 proc. PKB. Ponadto Ukrainę czekają ogromne wydatki związane z przygotowaniem Euro 2012.
Ukraina nie jest wyjątkiem na europejskiej mapie protestów. Czy nowe zmiany wywołają oburzenie w kraju? Władze zapowiadają kolejne reformy – przyjęcie kodeksów mieszkalnego i pracy. Zostaną podniesienie ceny na artykuły spożywcze oraz usługi komunalne. Ukraińcy są cierpliwym narodem, ale zapas ich cierpliwości został wyczerpany. Ludzie są świadomi swojej mocy protestacyjnej i będą walczyć o swoje prawa. Zostaje nadzieja, że w końcu dojdą do porozumienia z władzą.
VIKTORIA CHYRVA
Cały artykuł w numerze 1/2011 Eurogospodarki.

