Koniec bezradnego rozkładania rąk, niewiedzy i strojenia głupich min. Nadszedł czas, gdy liczą się fachowe kompetencje i umiejętności, a sale, na których głodni wiedzy urzędnicy doskonalą się na różnego rodzaju kursach i szkoleniach, pękają w szwach niczym supermarkety podczas kulminacyjnej fali sezonowych wyprzedaży. Czasy nieuków i samorządowych bumelantów są już policzone! Pora na wszechstronnie wykształconych fachowców, którzy bez trudu rozszyfrują zapis sejmowej ustawy, a słysząc głos w obcym języku, nie znikną z przerażeniem w oczach w labiryncie urzędowych korytarzy.
Wzrost wewnętrznej rywalizacji pomiędzy urzędnikami oraz nieustające zainteresowanie coraz większej liczby osób pracą na państwowej posadzie sprawiają, że aby utrzymać swoją pozycję, trzeba się nieźle napocić. Konkurencja nie śpi! Kto stoi w miejscu i nie rozwija swoich kwalifikacji zgodnie z wymogami dynamicznie kształtującego się rynku, ten może z łatwością wypaść za burtę urzędowej karuzeli.
Wzrost zainteresowania jednostek administracji kształceniem swoich pracowników błyskawicznie znalazł odzwierciedlenie w liczbie proponowanych dla nich kursów i szkoleń. Dużym zainteresowaniem cieszą się zajęcia z wiedzy ogólnej, m.in. z kodeksu postępowania administracyjnego, profesjonalnej obsługi klienta czy zarządzania zasobami ludzkimi.
Czasy, gdy niekompetentny urzędnik państwowy był panem życia, a od jego widzimisię zależało, czy załatwimy niecierpiącą zwłoki sprawę, odchodzą do lamusa. Administracja publiczna coraz częściej pokazuje swe nowe, piękniejsze oblicze! Wykwalifikowani, mili i pomocni urzędnicy to już nie tylko fantastyczny sen, ale codzienność, która puka do kolejnych wielkich instytucji i maleńkich gmin, w których do tej pory pytano – „czego?” – a teraz mówią – „w czym mogę pomóc?”.
WOJCIECH KUDER
Cały artykuł w numerze 6/2011 Eurogospodarki

