Starsi na pewno kojarzą funkcjonujące nadal określenie: wolne zawody. Dziennikarze, prawnicy, tłumacze… Właśnie dla tych zawodów freelancing jest swego rodzaju odsieczą. Przez dobre półtorej dekady krążyło powiedzonko: „papier już, a Internet jeszcze nie zarabia”. Wygląda na to, że sieć stała się najlepszą platformą dla poszukiwania pól rozwoju swoich talentów. Przypadki fotografów, programistów, informatyków czy grafików pracujących w swoim ulubionym fotelu we własnym mieszkaniu zdarzały się kilka lat temu, ale było to traktowane jak ciekawostka, wielki sukces przy małych szansach. Dzisiaj dla wolnych zawodów freelancing staje się właściwie jedyną drogą do zarobkowania. Wolni strzelcy posiadają pewne potwierdzone doświadczeniem umiejętności w danej dziedzinie i podejmują się zlecenia w określonym czasie za konkretną stawkę. Wielu myśli, że dziennikarze, fotografowie czy specjaliści od DTP i składania pism pracują na etatach, tymczasem wielu z nich to właśnie wolni strzelcy. Taka forma pracy daje mnóstwo korzyści, ale także wprowadza sporo wątpliwości. Pierwszym i największym znakiem zapytania dla większości osób wahających się będzie z pewnością niestabilność dochodów.
To, że liczba freelancerów w Polsce wzrasta, mówią praktycznie wszyscy eksperci rynku pracy, ale jest to wciąż teren niezbadany i niemający dokładnych statystyk. Inaczej jest w Stanach Zjednoczonych, gdzie taki profil zawodowy przyjął się i odniósł spektakularny sukces. W tej chwili aż 10 mln Amerykanów pracuje jako freelancerzy, co stanowi ponad 7% zatrudnionych obywateli USA. Porównując rynek młodych wolnych strzelców w Polsce i Stanach, można przede wszystkim zaobserwować, że u nas brakuje jednej znanej powszechnie komórki, w której może skupiać się kontakt pomiędzy klientami a wykonawcami zleceń. W USA Freelanceswitch.com jest portalem, który przez chwilę funkcjonował jako monopolista, a dziś już działa jako największy udziałowiec na rynku. Zdaniem ekspertów, w Polsce tego typu portali jest sporo, ale żaden z nich nie ma tak szerokiego zasięgu. Czy ten nietypowy i w pewien sposób egzotyczny profil zawodowy na naszych oczach staje się standardem zatrudnienia pracowników tzw. wolnych zawodów?
DANIEL WARDZIŃSKI
Cały artykuł w numerze 7/2012 Eurogospodarki.

