– Zrobiliśmy bardzo dużo, teraz tylko trzeba dalej pracować i rozwijać to, co stworzyliśmy. Niech stadiony zarabiają na siebie, dając pracę, niech rozwija się sieć dróg, niech unowocześnia się kraj. Naszym sukcesem jest także pokazanie Ukrainy Europie. Udało się nam doprowadzić do odkrycia Ukrainy przez Europejczyków. Kibice mogli zobaczyć piękny kraj, bezpośrednio poznać naszą gościnność, kulturę, zabytki, kuchnię. Pokazaliśmy światu, że jesteśmy europejskim krajem, że warto do nas przyjeżdżać i odpoczywać, bawić się. Podobnie jest i u was – w Polsce, gdzie na każdym kroku widać ogrom wykonanej pracy.
Jak organizacja EURO 2012 przełożyła się na współpracę między naszymi krajami?
– Od momentu uzyskania w 2007 r. przez Polskę i Ukrainę prawa organizacji EURO 2012, w obu krajach rozpoczęły się przygotowania do tej prestiżowej międzynarodowej imprezy. Na Ukrainie skoncentrowaliśmy się na dwóch kwestiach: budowie i rozwoju odpowiedniej infrastruktury, w tym na spełniających wymogi i normy UEFA obiektach sportowych, oraz na współpracy z polskimi partnerami i na maksymalnej koordynacji naszych działań, a także na stworzeniu odpowiednich warunków do przyjazdu do nas jak największej ilości gości i kibiców oraz na zapewnieniu obywatelom naszych krajów łatwego przekroczenia ukraińsko-polskiej granicy państwowej podczas mistrzostw. Natomiast dla sprawnej realizacji drugiej części naszych przygotowań stworzono Międzyrządowy Ukraińsko-Polski Komitet do spraw Przygotowania i Przeprowadzenia EURO 2012. Na jego czele stanęli premierzy Ukrainy i Polski. Komitet zajął się takimi sprawami jak: bezpieczeństwo, opieka zdrowotna, współpraca celna, transport, promocja turnieju za granicami naszych krajów i wieloma innymi. Dzisiaj, widząc efekty naszych prac, z przyjemnością możemy stwierdzić, że komitet wykonał kawał dobrej roboty.
Przejdźmy do spraw może trudniejszych – uwięzienie byłej premier Julii Tymoszenko. Ta sprawa bardzo szkodzi wizerunkowi Ukrainy na Zachodzie. Jak pan ocenia ten problem?
– Oczywiście mógłbym zbyć to kilkoma słowami, że jest to wewnętrzna sprawa Ukrainy. Ale doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że jest to już problem przekraczający ukraińskie granice. Przykładem był tzw. bojkot przez różnych europejskich decydentów ukraińskiej części EURO 2012. Sarkastycznie mogę powiedzieć, że ich nieobecność jakoś nie została przez kibiców zauważona. Wspaniale się bawili bez ich towarzystwa. I to – na szczęście – potwierdza, iż nie wolno łączyć polityki ze sportem. Niestety, patrząc z innego punktu, do niewielu dociera fakt, że został wydany prawomocny wyrok w praworządnym kraju. I dziś, przez negatywne nastawienie niektórych pojedynczych krajów UE niechcących się pogodzić z wyrokiem dla byłej premier Tymoszenko, pojawia się problem w zbliżeniu Ukrainy z UE. Europejska integracja naszego państwa, zwłaszcza parafowanie Umowy o stowarzyszeniu, jest przez niektórych europejskich polityków uzależniana od zwolnienia z więzienia byłej premier. Jednak, dlaczego los jednej osoby ma być powodem europejskiej negacji dla ponad 47 mln Ukraińców, którzy w przyszłości widzą siebie i swoją ojczyznę w strukturach UE.
Czyli obywatele Ukrainy chcą znaleźć się w europejskich strukturach?
– Integracja europejska od samego momentu uzyskania niepodległości jest najważniejszym zadaniem naszej zagranicznej polityki. Ukraina już dziś jest w pełni państwem europejskim, godnym znalezienia się w zjednoczonej Europie. Dołączenie naszego państwa do wspólnoty europejskiej tylko ją wzmocni. Wniesiemy dobrze zorganizowany prawie 50-milionowy rynek wykształconych ludzi oraz nasze umiejętności naukowe. Dzięki nam zwiększy się bezpieczeństwo europejskie. Ukraińcy chcą być w Unii Europejskiej. Ten kierunek integracji – a nie, jak się nas posądza, na Wschód – jest dziś najważniejszy zarówno wśród obecnych władz, jak i w społeczeństwie ukraińskim. Jest to efekt 20 lat działań i obserwacji. Może na początku nie było łatwo, ale dziś Ukraińcy są świadomi, że Unia Europejska jest największą szansą dla dalszego rozwoju ich kraju. Ale czy sama unia jest tego świadoma, to już inny problem.
Cały wywiad w numerze 8/2012 Eurogospodarki.

