12-letni Szymek czeka na operację wysunięcia żuchwy. Ma poważne kłopoty z oddychaniem, z powodu cofniętych brody i języka. Chirurg nie podejmuje decyzji o operacji. Musi czekać m.in. na nowoczesny sprzęt medyczny, który zminimalizuje ryzyko operacji. Kiedy będzie ten sprzęt i nowe regulacje prawne? Nie wiadomo.
Rodzice są niemal bezsilni. Pod sztucznym uśmiechem usiłują ukryć to, co czują – niemoc i zdenerwowanie, irytację z powodu fatalnego systemu opieki zdrowotnej w Polsce, braku pieniędzy i opieszałości ministerialnych urzędników, którzy od lat nie potrafią stworzyć wielospecjalistycznego programu leczenia dzieci z ciężkimi wrodzonymi wadami twarzoczaszki. Nie potrafią go stworzyć albo odwlekają decyzję o przygotowaniu tego programu, bo brakuje pieniędzy.
– To jest kwestia kilku milionów złotych, żeby zabezpieczyć leczenie tych pacjentów – mówi prof. Piotr Wójcicki, kierownik kliniki i ordynator Oddziału Chirurgii Plastycznej w Polanicy-Zdroju. – W granicach 10 mln zł, tyle prawdopodobnie wystarczyłoby na leczenie tych pacjentów, ale środki trzeba skierować do ośrodków, które zechcą i potrafią te operacje robić! – dodaje. Jeżeli tylko zostaną ku temu stworzone odpowiednie warunki, ta ilość operacji powiększy się – dodaje kierownik kliniki.
Ale na razie po przysłowiowej 15-ej sale operacyjne stoją puste. Zwłaszcza pod koniec roku, gdy pieniędzy na dalsze operacje brak. Lekarze są oburzeni. Domagają się, by Ministerstwo Zdrowia stworzyło program wielospecjalistycznego leczenia dzieci z ciężkimi wadami wrodzonymi twarzoczaszki. Dopiero przyjęcie przez resort takiego programu zapewniłoby pieniądze na operacje, zakup brakujących najnowocześniejszych urządzeń do operacji i – co bardzo ważne dla lekarzy – zastosowanie niezbędnych regulacji prawnych. – Te ośrodki powinny być doposażone tak, by niczego nie brakowało, żeby ryzyko związane z operowaniem było zminimalizowane – wykłada w prostych słowach prof. Piotr Wójcicki.
– Czasami boję się operowania z powodu niedostatecznego wyposażenia oraz ze względu na brak uregulowań prawnych. Trzeba wiedzieć, że ośrodki zajmujące się chirurgią twarzowo-czaszkową na świecie – tą najtrudniejszą – są specjalnie wyposażane. Posiadają odpowiedni status prawny, czego u nas niestety brakuje – mówi Kazimierz Kobus, prof. chirurgii plastycznej w Polanicy-Zdroju. Czego brakuje? – Brakuje m.in. wydzielonego oddziału intensywnej terapii dla dzieci – to wymogi anestezjologiczne. Brakuje też tzw. nawigacji chirurgicznej do przeprowadzania szczególnie trudnych operacji, to jest komputerowo wspomaganego systemu, który pozwala na orientację, gdy się operuje w głębi, w pobliżu bardzo ważnych struktur anatomicznych, dużych naczyń mózgu, tak by zoperować to w miarę bezpiecznie. Brakuje urządzeń do przecinania kości, zwłaszcza w obrębie oczodołów – wylicza prof. Kazimierz Kobus.
Skutki wieloletniego czekania na operacje mogą być dla nich tragiczne. Kazimierz Kobus nie pozostawia złudzeń: – Jeśli się nie zoperuje tych pacjentów w określonym czasie, to skutki mogą być fatalne. Może dojść do niedorozwoju umysłowego, ślepoty, padaczki czy zaburzeń oddechowych!
ADAM BOGORYJA-ZAKRZEWSKI
Cały artykuł w numerze 5/2012 Eurogospodarki.

